O Święcie Dziękczynienia.

dnia

Atmosferę polskiej, rodzinnej Wigilii i smak tradycyjnych potraw, mimo ewidentnego braku pierogów z kapustą i barszczu, można odnaleźć w amerykańskim Święcie Dziękczynienia. W tym roku, podobnie jak w zeszłym, celebrowaliśmy je razem z rodzicami M w Wirginii. Czym się zajadaliśmy i dlaczego jest to ulubiony dzień wielu Amerykanów? O co tak naprawdę chodzi i skąd w ogóle wzięła się tradycja corocznego „dziękowania”? Komu są wdzięczni? Przygotowałam dla Was wpis, który – mam nadzieję – rozwieje wszystkie wątpliwości, a jeśli po drodze nasuną Wam się nowe pytania, zapraszam do komentowania.

W Stanach Zjednoczonych Święto Dziękczynienia obchodzone jest w czwarty czwartek listopada. Ma na celu upamiętnienie pierwszego dziękczynienia w kolonii Plymouth w 1621 roku. W wyniku bardzo ostrej zimy zmarła niemal połowa angielskich pielgrzymów, którzy dotarli do wybrzeża Ameryki. Dzięki pomocy Indian z plemienia Wampanoagów, pozostałym udało się przetrwać pierwszy rok. Chcąc odwdzięczyć się im za tę niemałą przysługę, koloniści postanowili zorganizować imprezę, którą współcześnie nazwalibyśmy… dożynkami. Trwały one trzy tygodnie, a w menu zamiast indyka królowały dziczyzna i ptactwo. Potrzeba było ponad 200 lat, żeby Święto Dziękczynienia zyskało status święta państwowego: jest to zasługa prezydenta Abrahama Lincolna.

Przed naszym wyjazdem do rodziców, znajoma z Filadelfii zapytała mnie, jakie będziemy mieć dania na kolacji. Zdziwiłam się, bo myślałam, że mimo innych przepisów, te „tradycyjne” wyglądają w całym kraju podobnie. Spodziewała się, że podróżując na południe będziemy mogli skosztować jakiś specjałów, ale okazało się, że w tej kwestii rodzina mojego M nie odbiega od ogólnie przyjętego schematu.

IMG_6843
Stół był gotowy już o piątej po południu 🙂

Już od jakiegoś czasu zaczęłam zwracać uwagę na to, że niewiele osób spędza całe dnie przy garach. Ma to związek z tym, że sporo rzeczy można kupić gotowych, co daje niesamowitą oszczędność czasu, a Amerykanie – jak nikt inny – z radością korzystają z tego przywileju. W niektórych domach pielęgnowana jest tradycja krótkiej refleksji nad minionym rokiem połączona z wymienieniem wszystkich tych części naszego życia, za które jesteśmy szczególnie wdzięczni. Nie ma jednak kolacji bez małych sprzeczek i kłótni przy stole czy lawiny niezręcznych pytań i spalonych żartów – to nieodzowna część powrotów do rodzinnego domu, kochana i nienawidzona jednocześnie, trochę jak bilet z miejscem siedzącym w drugiej klasie PKP przed ważnym państwowym wydarzeniem (mecz Lecha z Legią): cieszysz się, bo jest szansa, że usiądziesz, ale cholera wie, jak się tam dostaniesz.

Pierwsze skrzypce gra oczywiście indyk. Ledwo mieszczący się na blaszce (bo przecież w Stanach wszystko jest „big”), ze związanymi kończynami i wypchanym korpusem, wjeżdża do piekarnika po śniadaniu i jest oczkiem w głowie każdego kucharza aż do wielkiego finału. Krojąc indyka, należy uważać, żeby nie zniszczyć małej kostki w kształcie litery „Y” (wishbone). Przed kolacją jest ona łamana i osoba, która trzyma dłuższą część, może pomyśleć życzenie i mieć nadzieję, że się spełni – stąd jej nazwa (zwyczaj ten pochodzi z Wielkiej Brytanii). Czy ktoś z Was słyszał kiedyś o turkducken? Wydawało mi się, że nadziewane mięso to szczyt kulinarnej finezji, ale jednak indyk faszerowany kaczką faszerowaną kurczakiem przerósł moje najśmielsze oczekiwania. No cóż – z której strony by nie spojrzeć, to dość mało wegetariańskie danie.

IMG_6844
W Polsce kupowałam filetowane mięso, więc nie wiem, jak przygotowywane jest takie do kupna „w całości”. W Stanach szyja i podroby pakowane są w osobne folijki i wkładane do środka indyka.

Stuffing” zawsze kojarzył mi się z tym, co w środku. Nadzieniem przecież się NADZIEWA, wielkie mi odkrycie. A tu proszę – niespodzianka. Stuffing podawany do kolacji to mieszanka chleba, warzyw (na przykład cebuli, selera i marchewki) i przypraw, które lądują na osobnym półmisku. Żeby człowiek się nie namęczył, są oczywiście dostępne gotowe mieszanki, które wystarczy wymieszać z masłem i wodą, i w ten sposób dostarczamy sobie tygodniowe zapotrzebowanie na całe dobro tego świata pod postacią wysokofruktozowego syropu kukurydzianego. Oczywiście, jak możecie się spodziewać, są przepyszne i często znikają tego samego wieczoru. Puree z ziemniaków to kolejna pozycja, której nie może zabraknąć. Ale czy ktoś słyszał tu o gotowaniu ziemniaków? I to przez 30 minut? Wymieszaj proszek z wodą, dodaj soli i gotowe!

ec5bf24b-b81f-42f5-8060-ed7a1596563c_1-b02ad5b747bcca7b29a2519b186725c1
Indycze nadzienie, gotowe w pięć minut!
550012c172214-hungry-jack-original-1209-s3
Do kompletu – ziemniaki z kartonu od Głodnego Jacka 🙂
IMG_6851
Stuffing, czyli podpiekany chleb z kawałkami kiełbaski, cebulą, selerem naciowym, czosnkiem i przyprawami.

Mam szczęście, że mój teść uwielbia gotować, co niejednokrotnie jest tematem długich dyskusji między nami, więc raczej nie grożą mi fast food’owe wynalazki „nowoczesnej” kuchni z jednym wyjątkiem: żurawinie w galaretce. Gdy myślę o takiej dodawanej do mięs, w mojej głowie pojawia się obraz gęstego sosu z kawałkami owoców, którym polewa się indyka. W czwartek jedliśmy natomiast kawałek żurawinowego walca, ciała stałego o czerwonym zabarwieniu o kształcie i wymiarach polskiego salami, bardziej nadającego się na tosta. Może po wyjęciu z opakowania nie wyglądał najlepiej, może nie był to najzdrowszy wybór, ale smakował na piątkę!

cranberry-sauce-taste-test_612
Ja nie mam wątpliwości, którą wersję preferuję 😉
IMG_6848
Żurawina (w eleganckim półmisku nie wygląda już tak źle!)

Podczas jesiennej kolacji nie może zabraknąć potraw z kukurydzą – przygotowywane są zarówno pieczone lub gotowane kawałki, ale również chleb mający w składzie kaszkę kukurydzianą, który krojony jest na małe, kwadratowe części i moczony w mięsnym sosie (gravy). Jako dodatek serwuje się także zieloną fasolkę szparagową, którą w rodzinie mojego M podaje się z kawałkami ziemniaków (tym razem nie z pudełka) i wędzonego bekonu. Dla wielbicieli alkoholi, poza winem, można przygotować rozgrzewający miód pitny.

IMG_6849
Fasolka szparagowa i czerwone ziemniaki z boczkiem.
IMG_6846
Chlebek kukurydziany gotowy był już rano (i bardzo, bardzo kusił!).
IMG_6850
Sos mięsny na piątkę!
IMG_6853
Dziękczynny talerz obfitości – P-Y-C-H-A!

Ale, moi drodzy, czym byłaby uczta bez deseru? Ci, którzy mnie znają wiedzą, że pewnie na takiej bym się nie pojawiła 😉 A tak na poważnie, to pod kątem słodkości Amerykanie mają spory wybór. Od ciasta dyniowego i marchewkowego, przez jabłeczniki, po tarty z orzechami pekan (mniam!). Popularne są także ciasta ze słodkimi ziemniakami, podobno bardzo smaczne, choć ja nie miałam okazji jeszcze ich spróbować (jakoś te pozostałe zawsze wygrywają…).

Święto Dziękczynienia to także prawdziwa gratka dla miłośników futbolu amerykańskiego. Tego dnia mecze rozgrywane są od rana do wieczora (w „zwykły” czwartek byłby tylko jeden, wieczorny), łącznie dając cztery fantastyczne, sportowe doznania (piszę to bez cienia przekąsu, w ciągu ostatniego roku wkręciłam się w tę dyscyplinę)! Mój M ma z tym związane małe marzenie: chciałby kiedyś cały dzień oglądać sport w TV, zasiąść do stołu lekko uginającego się pod ciężarem wszystkich potraw, objeść się po przełyk i dalej kontynuować futbolowy maraton, aż do zakończenia ostatniego meczu. Nie mam nic przeciwko, jeśli tego roku będziemy świętować „w gościach” albo zajadać się w naszym domu indykiem z proszku…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s