O ciąży: wizyty położnicze i ceny usług medycznych.

dnia

Pamiętam dokładnie dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że spodziewamy się małego Ananaska: był 5 maja, poranek, mieliśmy właśnie wyjeżdżać w godzinną podróż do centrum egzaminacyjnego (czy zorientowaliście się już, że całe moje życie kręci się wokół jakiegoś testu, a reszta się po prostu dzieje gdzieś pomiędzy jednym egzaminem a drugim?). Na szczęście nie był to żaden stomatologiczny kolos, a jedynie pięciominutowa rundka wokół osiedla z parkowaniem równoległym – musiałam w końcu wziąć się w garść i ciężko zapracować na oficjalny dokument prawa jazdy! Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby tego ranka zrobić test ciążowy – chyba wizja wieczornego wypadu do restauracji i kilku kolorowych drinków. Kolacja była świetna. Niegazowana woda z cytryną i lodem też.

nicole-honeywill-1256989-unsplash.jpg

Nigdy wcześniej nie byłam u amerykańskiego lekarza ginekologa, nie znałam też nikogo, kto mógłby mi kogoś polecić, więc zapisałam się do najbliższej nas placówki związanej z Penn University (nasze ubezpieczenie pokrywa większość kosztów leczenia, jeśli korzystamy z usług lekarzy uniwersyteckich). Na pierwsze USG musieliśmy się naczekać – wydawało się wtedy, że mijają wieki, w rzeczywistości był to chyba miesiąc. Wcześniej dwukrotnie pobierano mi krew, żeby zbadać poziom hormonu beta hCG, a pozytywne wyniki przekazano nam przez telefon.

Dopiero będąc w ósmym tygodniu ciąży mogłam zapisać się na pierwszą wizytę w przychodni.  Poznaliśmy Maggie – położną, z którą zżyłam się najbardziej, bo spośród całego medycznego team’u to z nią w ciągu tych ostatnich kilku miesięcy spotykałam się najczęściej. Tak jak pisałam w innych postach, opieka zdrowotna w USA różni się od tej, którą znam z Polski. W naszym kraju niezależnie od przypadku, pacjentem zajmuje się lekarz. W Stanach Zjednoczonych można trafić do pielęgniarki, która skończyła dodatkowe studia w wybranej dziedzinie – tak właśnie Maggie zdobyła tytuł CNM, czyli Certified Nurse Midwife, która może prowadzić ciąże przebiegające fizjologicznie, a także odbierać porody, o ile nie przebiegają z komplikacjami (cesarskie cięcia wykonuje lekarz).

s-a-r-a-h-s-h-a-r-p-973522-unsplash.jpg

Pierwsze USG (ósmy tydzień ciąży) wykonała położna, kolejne (badanie przezierności karkowej w dwunastym tygodniu ciąży i USG anatomiczne w dwudziestym tygodniu) – technik w szpitalu, w którym Ananasek miał przyjść na świat. Po całej procedurze przychodził lekarz i omawiał wyniki, wysłuchiwał naszych wątpliwości i odpowiadał na pytania. Od samego początku czułam, że jesteśmy pod dobrą opieką, za co jestem niesamowicie wdzięczna, jednak zazdrościłam koleżankom w Polsce, że widzą swoje małe cudo na aparacie USG podczas każdej wizyty. Moje spotkania były dość monotonne i niezbyt ekscytujące – choć może to i dobrze, bo to znaczyło, że ciąża była raczej książkowa i nie wychodziła poza ramy fizjologii. Początkowo spotykałam się z położną raz w miesiącu, pod koniec ciąży co dwa tygodnie, a potem już co tydzień. Każda wizyta wyglądała tak samo: musiałam się zarejestrować i poczekać na swoją kolej, aż pielęgniarka wywoła moje nazwisko. Wieczorne wizyty wiązały się zazwyczaj z czterdziestominutowym opóźnieniem, dlatego zdecydowanie preferowałam te poranne. Szłyśmy do małego gabinetu, wyposażonego tylko w najbardziej niezbędne sprzęty: komputer, wagę, ciśnieniomierz, fotel ginekologiczny i detektor tętna płodu. Na każdej wizycie byłam ważona, mierzono mi ciśnienie i pobierano próbkę moczu, którego pH badano na miejscu (w razie odchyleń zleconoby dodatkowe badania w laboratorium) – wszystkimi czynnościami zajmowała się „zwykła” pielęgniarka. Po szybkim przeglądnięciu mojej karty i naniesieniu ewentualnych zmian (dane osobowe, przyjmowane leki, itp.) do akcji wkraczał lekarz lub położna. Ciąża przebiegała bez większych problemów, ale to wcale nie znaczyło, że w mojej głowie nie pojawiało się mnóstwo pytań: na szczęście trafiłam na wyrozumiałe i cierpliwe osoby, które ze stoickim spokojem odpowiadały na każde z nich – pewnie po raz setny tego dnia. Mimo, że badań USG miałam tylko trzy (cztery, jeśli liczymy też to w szpitalu, bezpośrednio przed porodem), to na każdej wizycie sprawdzano Ananaskowe tętno. Cały proces nie trwał długo, łącznie może z dwadzieścia minut, więcej czasu zdecydowanie zajmowało oczekiwanie – w poczekalni, a później na lekarza, który w czasie, kiedy pielęgniarka rozpoczynała moją wizytę, zajmował się innym pacjentem.

nynne-schroder-684207-unsplash.jpg

To żadna tajemnica, że w czasie ciąży badań laboratoryjnych robi się MNÓSTWO. Na szczęście punkt pobrań krwi znajdował się w tym samym budynku, co przychodnia, więc czasem mogłam załatwić dwie sprawy w ciągu godziny. Dokładny cennik nie jest mi znany, ale na końcu wpisu zobaczycie, na ile wyceniono niektóre procedury, ile pokryło ubezpieczenie, a ile musieliśmy zapłacić z własnej kieszeni. Te dane, jeśli osobiście nie zadzwonicie do ubezpieczyciela, możecie poznać dopiero po otwarciu koperty z rachunkiem lub po zalogowaniu się na swoje konto internetowe. Już wkrótce szpitale będą miały obowiązek podać cennik wszystkich wykonywanych procedur do wiadomości publicznej, ale i tak ostateczny rachunek wystawi ubezpieczyciel – a na ten trzeba poczekać kilka tygodni. Można poprosić o oszacowanie ostatecznej kwoty, ale szczerze mówiąc nigdy tego nie robiliśmy, a i to nie gwarantuje, że taka kwota rzeczywiście będzie do zapłacenia.

Poniżej zebrałam dla Was kilka przykładowych procedur i ich cenę bez ubezpieczenia. W nawiasie podałam kwotę, jaką faktycznie musieliśmy uiścić. Opłata za poród jeszcze nie jest nam znana, choć póki co wiemy, że szpital wycenił mój pobyt na nieco ponad $50 000 (!).

  • Badanie poziomu hormonu beta hCG: $60 ($10)
  • Pierwsza wizyta położnicza: $3099 ($30)
  • Każda kolejna wizyta położnicza nie wiązała się z żadnymi dodatkowymi kosztami
  • USG w pierwszym trymestrze: $382 ($50)
  • Test genetyczny dla rodziców (najpierw bada się matkę, jeśli test wykaże nieprawidłowości – badany jest ojciec; test pozwala oszacować ryzyko wad genetycznych u dziecka): $698 ($30)
  • Test obciążenia glukozą, 1h: $327 ($10)
  • Test obciążenia glukozą, 3h: $473 ($30)

Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis był dla Was ciekawy. Czy jest coś, co szczególnie wydało Wam się zaskakujące? Dajcie znać w komentarzach!

2 komentarze Dodaj własny

  1. Kasia Drążewska pisze:

    Koszty medyczne w Stanach to temat rzeka! Super, że o tym piszesz 🙂
    Dobrze, że Wasz ubezpieczenie pokrywa tak znaczną część kosztów. Najbardziej rozbroił mnie faktyczny koszt pierwszej wizyty położniczej 😛 Cena jakby wizyta była co najmniej na Bahamach! :DDD

    Polubienie

    1. Paulina pisze:

      Też byłam zaskoczona… Tym bardziej, że jedyna różnica między tą a każdą inną wizytą było USG potwierdzające ciążę 😛 Korzystamy z tego ubezpieczenia ile się da i wyciskamy je jak cytrynę, bo kto wie, co może być później 😀 Co do kosztów, to te weterynaryjne znając życie pewnie też niczego sobie 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s