O tym, co się zmieniło.

dnia

Dziecko zmienia wszystko. WSZYSTKO. Jeśli sądzisz, że Twoje życie będzie wyglądało tak samo, jak przed ciążą czy adopcją, to się mylisz. Ja byłam przygotowana na zmiany: mam znajomych z dziećmi, którymi się opiekowałam od czasu do czasu i wiedziałam, ile energii będzie trzeba włożyć w wychowanie małych Ananasków (mój teść ostatnio powiedział, że nie wychowuję swojego dziecka, tylko czyjegoś męża – jakie to prawdziwe). Tylko, że wtedy spędzałam z dziećmi określoną ilość czasu. Trzy godziny. Pięć. Dwanaście. A potem do domu – do męża, do gotowego obiadu i wygodnego łóżka. Dziś z tych rzeczy zostało wygodne łóżko. No i mąż, dzięki Bogu.

Już od dawna brakuje mi czasu dla siebie. Na spokojny prysznic, na przykład, kiedy nie muszę się zastanawiać, czy nakładanie maski na włosy ma sens skoro zaraz i tak będę musiała ją zmywać. Kto ma piętnaście minut na latanie z mazią na głowie?! Potem trzeba to cholerstwo spłukać, moczyć się znowu, suszyć łepetynę. Nie dla mnie taka impreza. Włosy przeżyją, choć zaczynają wypadać, w końcu przez dziewięć miesięcy nie opuszczały miejsca zameldowania – pora zmienić lokum na szczotkę lub spływ w wannie.

Nie mam też czasu na książki. Zaczęłam jedną, ale nie skończyłam, a teraz już głupio do niej wrócić, bo nie pamiętam, co się wydarzyło w życiu głównych bohaterów i jak w mojej wyobraźni wyglądało ich mieszkanie. Na pewno było w nim mnóstwo kwiatów, bo u nas jest ich na lekarstwo. Nie mam ręki do dziadów i wszystkie padają jak indyki na Święto Dziękczynienia. Piękne sadzonki mojej mamy na pewno są zniesmaczone takim stanem rzeczy i dziwią się, jak to się mogło stać, że miłość do kwiatów nie przeszła w genach. Może to dlatego, że do nich nie mówię? Z drugiej strony, wystarczy już we mnie szaleństwa, nie muszę gadać do kwiatów, żeby pokazać to światu.

Makijaż też ostatnio kuleje. Maskara i kredka do brwi to mój must-have i bez poprawienia natury w tym rejonie twarzy nie wyjdę do ludzi – nawet w Stanach, gdzie do sklepu można udać się w pidżamie i nikomu taki wygląd nie przeszkadza. Żyję w kraju, gdzie NIE-SA-MO-WI-TĄ uwagę zwraca kobieta w szpilkach, pełnym makijażu i zadbanej fryzurze. W Polsce jest raczej uznawane za coś normalnego, że płeć żeńska ma roztaczać wokół siebie aurę piękna, która ciągnie się jeszcze pięć metrów za nią. Brak czasu na make-up nie przysparza mi więc wiele powodów do kompleksów, choć lubiłam się bardziej w wersji „tapeta zrobiona”. Nie przejmuję się tym jednak, naturalność ostatnio w modzie, ostatnio czytałam na ten temat obszerny wywiad z Kim Kardashian.

Kawę polubiłam zimną. Teraz nazywam ją „iced coffee” i udaję, że tak miało być. Albo „cold brew”. Jak dodam gałkę lodów (albo dwie, bo co mi szkodzi!), to już w ogóle jestem kulinarnym mistrzem, bo zrobiłam deser. Oczywiście bez bitej śmietany, bo tuczy, a ja nie będę miała czasu na siłownię. Każda kawa jest dobra, bo to ona dodaje energii na cały dzień, a nie jakieś tam batoniki owsiane. Nie dajcie się zwieść, napój Bogów jest tylko jeden (i wbrew legendom nie jest to wino).

Dziecko zmienia wszystko. WSZYSTKO. I pomimo tych zmian, rola mamy jest najfajniejszą robotą pod Słońcem. Ba, w całym Kosmosie nie ma fajniejszego zajęcia – chyba, że Millennium Falcon jest pozbawiony pilota a ty jesteś jedyną osobą, która może uratować Galaktykę. Wtedy BYĆ MOŻE rola mamy jest drugorzędowa.

Aaaa nie, jednak nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s