O Sanibel.

dnia

Ależ mnie tu dawno nie było! Mimo, że nowych postów w ostatnim czasie było jak na lekarstwo, to na Wasze wiadomości odpisywałam tak szybko, jak tylko mogłam. Dziękuję Wam bardzo za wszystkie pozytywne komentarze i zainteresowanie tematyką nostryfikacji dyplomu w USA. Chciałabym kiedyś móc dzielić się z Wami poradami odnośnie zdobywania prawa wykonywania zawodu w USA i amerykańskimi nowinkami ze świata stomatologii prosto z biurka w moim gabinecie. Oby to marzenie się kiedyś spełniło! W oczekiwaniu na ten dzień cieszę się życiem za Oceanem – ostatnio nawet sporo podróżowałam. Ten wpis zainspirowały wakacje na Florydzie, którą odwiedziłam ku uprzejmości moich teściów. Spędziłam wspaniały tydzień na Sanibel i chciałabym podzielić się z Wami ciekawostkami z tego bajecznego miejsca.

Cover-Sanibel-Tourists
Bardzo mi się podobają takie niskie, rozkładane krzesełka, które w Stanach są bardzo powszechne – idealne na plażę!

Sanibel to wyspa położona na zachodnim brzegu Florydy, nad Zatoką Meksykańską. Ma niemalże 7500 mieszkańców. Ponad połowa wyspy jest zachowana jako rezerwat przyrody i tym wyróżnia się na tle innych popularnych miejsc wśród turystów. Ceniona jest też za plaże pełne muszelek, a dla tych, którzy podczas pobytu uważają, że nie widzieli ich wystarczająco dużo, znajduje się tu też Muzeum im poświęcone. „The Sanibel Stoop” to pozycja, którą prędzej czy później przyjmie na plaży każdy z turystów (stoop, czyli „pochylenie”), bo – uwierzcie mi – nie da się przejść obojętnie wokół skupisk tylu pięknych muszelek. Jak zgodnie stwierdziłyśmy z Kasią (która była na tyle szalona i kochana, żeby przyjechać do nas z Tampy!), nad naszym Morzem Bałtyckim znalezienie pięknej muszelki to rzadkość, na Sanibel natomiast co chwilę trzeba się zatrzymywać, podziwiać je i naprawdę ciężko podjąć decyzje, które zabrać ze sobą do domu.

DSC00031
Plaża na Sanibel, pokryta muszelkami.

Słyszeliście kiedyś o „sea dollar”? A może „sea cookie” brzmi bardziej znajomo? Uwierzylibyście, jeśli powiedziałabym Wam, że to pieniądze zgubione przez syreny lub mieszkańców Atlantydy? No dobra. Nie będziemy tu zajmować się folklorem, podzielę się z Wami informacją, czym są naprawdę. To mieszkańcy Oceanu, należący do gromady jeżowców. Mają wapienny szkielet, który pokryty jest aksamitnymi, malutkimi wypustkami w różnych kolorach: zielonym, fioletowym lub niebieskim. Czasem można je znaleźć na plaży. Jeśli upewnicie się, że już nie żyją (najczęściej zostaje po nich sam szkielet), można zabrać go ze sobą do domu i wybielić. Najpierw należy moczyć go w wodzie z kranu (początkowo będzie brązowa, trzeba zmieniać ją tak długo aż pozostanie czysta). Potem zanurzyć w roztworze wody i wybielacza w stosunku 50/50. Nie trzeba robić tego długo, jedynie 5-10 minut. Jeśli zostawimy szkielet w takiej mieszance na dłużej, może zacząć się kruszyć. Ostatnim etapem jest suszenie na słońcu, które dodatkowo zadziała wybielająco na „skorupkę”.

sand-dollar.jpg
Sea dollar – waluta Syren 😉 

To, że lato na Florydzie jest nie do zniesienia jest dla mieszkańców tego Stanu tak oczywiste, jak fakt, że na Święto Dziękczynienia je się indyka. Gdy kończą się upały, a zaczyna kalendarzowa jesień, do słonecznego Stanu nadlatują „śnieżne ptaki”. O kim mowa? Ano, o emerytach! Dla starszych osób spędzanie zimy na Florydzie jest świetną alternatywą dla mroźnego klimatu północy. Jeśli więc kiedykolwiek usłyszycie w USA określenie „snowbirds”, to możecie się pochwalić, że wiecie, o co chodzi: migrację starszych Amerykanów związaną ze zmianą pór roku. Na Sanibel przyjechało z nami pociągiem mnóstwo osób uciekających przed chłodniejszymi wieczorami. Relację z podróży zobaczycie na moim profilu na Instagramie w zapisanych Stories (Autotrain).

SB_Shells_web
Muszelki, które znajdziecie na Sanibel, źródło: atlantamagazine.com

Na Instagramie wspominałam też o florydzkich kurczakach: ibisach białych. Florida chickens, bo tak pieszczotliwie są nazywane przez niektórych mieszkańców, znajdziecie nie tylko na plażach, ale też na osiedlach, przy drogach, na mniejszych i większych trawiastych wysepkach w otoczeniu sklepów… Są wszędzie, ale zupełnie nie przeszkadzają ludziom (to raczej człowiek ma w zwyczaju przeszkadzać naturze…). Sięgają kolan i ważą około kilograma. Najbardziej charakterystyczną częścią ich ciała jest długi, zakrzywiony, czerwony dziób, który służy do wyławiania z wody insektów i małych ryb. Na Sanibel, co zupełnie mnie nie dziwi, także było ich sporo. Łaziły w grupkach wzdłuż brzegu oceanu. Lubiłam się im przyglądać, zwłaszcza gdy „polowały” – w wodzie nie widzą swojej potencjalnej ofiary, więc dno muszą najpierw wybadać dziobem. Całe szczęście, że w naszych lodówkach są sprawne żarówki: chyba jednak fajnie jest wiedzieć, co się je 😉

12986587654_73472b2d0d_b.jpg
Ibis Biały, fot. Gary Helm

Wśród innych interesujących zwierząt, które możecie spotkać na swojej drodze, być może nawet podczas spokojnego spaceru lub przejażdżki rowerem (który jest bardzo popularnym środkiem transportu na wyspie), są aligatory. Duża ilość słodkowodnych zbiorników sprawia, że Sanibel (jak i reszta Florydy) jest świetnym domem dla tych olbrzymich gadów. Ataki na ludzi zdarzają się rzadko i są zazwyczaj spowodowane ciekawością ludzi (karmienie, dotykanie) lub ich głupotą (kąpiel w jeziorach po zmroku, kiedy aligatory zaczynają szukać kolacji). Zdziwiłam się, kiedy przeczytałam, że znaczna część wypadków jest też skutkiem… ucieczek przed policją! Delikwenci wskakują do zbiorników wodnych w nadziei, że nie zostaną odnalezieni przez funkcjonariuszy. Niestety, czasem znajduje ich znacznie gorsza alternatywa…

90

Sanibel to wyjątkowe, bajeczne miejsce. Polecam Wam je szczególnie poza sezonem, kiedy temperatury nieco spadają i nie ma aż tylu turystów. Latem spotkacie rodziny z dziećmi, które mają wakacje i nie chodzą do szkoły, natomiast od stycznia do kwietnia na wyspę zjeżdżają się Snowbirds. A jeśli zakochacie się w wyspie tak samo, jak ja, to może warto pomarzyć o przeprowadzce? The Wall Street Journal w 2010 roku wybrał Sanibel i sąsiadującą Captivę jako jedno z dziesięciu miejsc idealnych do kupna drugiego domu. W takiej lokalizacji do szczęścia brakuje chyba tylko… braku no-see-ems (amerykańskich „przecinków”, które popołudniami gryzą każdą odsłoniętą część ciała i w efekcie wygląda się jak ofiara ospy wietrznej) – coś o tym wiem!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s